Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gospodarka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gospodarka. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 lipca 2010

Sektor publiczny a prywatny: zatrudnienie, wynagrodzenia 2010 : 2009

Parę danych dotyczących zatrudnienia i wynagrodzeń w sektorze publicznym i prywatnym. 
Zatrważa stosunek sektora prywatnego do publicznego. Nie tak wiele mniej osób pracuje w sferze publicznej, finansowanej w całości z podatków płaconych przez pracujących w sferze prywatnej. 
Gdy do tego doliczyć wypłaty z budżetu dla osób niepracujących (emeryci, renciści, bezrobotni itp.) całość wygląda bardzo bardzo groźnie. Chociaż po uwzględnieniu podmiotów zatrudniających mniej niż 9 osób, perspektywa lekko się poprawia, w końcu ogromna część firm prywatnych to mikroprzedsiębiorstwa. Stosunek zatrudnienia można więc wziąć w szeroki nawias - bo dane te przedstawiają się tutaj mniej korzystne niż w rzeczywistości. Za to zmiana zatrudnienia może się przedstawiać gorzej niż na wykresie, ponieważ w kryzysie to małe firmy bankrutują najczęściej i zwalniają najszybciej (czyli firmy nie uwzględnione przez GUS).
Co ciekawe przeciętne wynagrodzenia w sektorze publicznym są zdecydowanie wyższe od tych w sektorze prywatnym, a w ciągu roku zdążyły wzrosnąć o ponad 6% (w sektorze prywatnym wzrost był ponad 2 razy niższy). 
Oczywiście nie jest to cała "prawda" o zatrudnieniu w obu sektorach. Niestety GUS z wiadomych sobie powodów nie uwzględnił bardzo dużych grup pracujących po obu stronach barykady. Poniżej zamieściłam sposób ich wyliczeń. Naprawdę zadziwiający. Jaki jest cel tych wszystkich wyłączeń? 
Czemu nie uwzględniono zatrudnionych w bezpieczeństwie publicznym i obronie narodowej oraz w różnych "organizacjach społecznych społecznych, politycznych i związkowych"? Ile ich funkcjonuje poza świadomością obywateli?


Zatrudnienie w tys. (dane GUS):
31. marzec 2010
sektor prywatny : 5028,9
sektor publiczny 3245,1

31. marzec 2009
sektor prywatny : 4994,9
sektor publiczny 3243,3



Przeciętne wynagrodzenie w zł. (Dane GUS):
31. marzec 2010
Sektor prywatny: 2955,83
Sektor publiczny: 4013,43

31. marzec 2009
Sektor prywatny: 2883,15
Sektor publiczny: 3775,14




Informacje o metodzie zbierania danych:

„2. Prezentowane dane obejmują podmioty gospodarki bez względu na charakter własności, tj. zaliczane do sektora publicznego i prywatnego. Do sektora publicznego zalicza się podmioty stanowiące własność państwową (Skarbu Państwa i państwowych osób prawnych), jednostek samorządu terytorialnego oraz "mieszaną" z przewagą kapitału (mienia) podmiotów sektora publicznego. Do sektora prywatnego zalicza się podmioty gospodarki stanowiące własność prywatną krajową (m.in. spółki, spółdzielnie, osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą, organizacje społeczne, stowarzyszenia, fundacje), zagraniczną (m.in. spółki z udziałem kapitału zagranicznego) oraz "własność mieszaną" z przewagą kapitału (mienia) podmiotów sektora prywatnego lub brakiem przewagi sektorowej w kapitale (mieniu) podmiotu.
3. Informacje o liczbie pracujących, przeciętnym zatrudnieniu, wynagrodzeniach i o czasie pracy dotyczą podmiotów gospodarki narodowej, bez podmiotów gospodarczych o liczbie pracujących do 9 osób, rolnictwa indywidualnego, osób zatrudnionych poza granicami kraju (z wyjątkiem liczby pracujących), zatrudnionych w organizacjach społecznych, politycznych, związkach zawodowych i in. oraz zatrudnionych w działalności w zakresie obrony narodowej i bezpieczeństwa publicznego.
Dane o przeciętnym wynagrodzeniu miesięcznym ogółem dotyczą wszystkich podmiotów
gospodarki narodowej, tzn. także jednostek o liczbie pracujących do 9 osób.
4. Dane o pracujących według stanu na koniec okresu obejmują: osoby zatrudnione na podstawie stosunku pracy, właścicieli, współwłaścicieli oraz pomagających im członków rodzin, agentów, osoby wykonujące pracę nakładczą i członków rolniczych spółdzielni produkcyjnych.
6. Dane o wynagrodzeniach i przeciętnych wynagrodzeniach podaje się w ujęciu brutto.
7. Przeciętne wynagrodzenia miesięczne (nominalne) przypadające na jednego zatrudnionego obliczono przyjmując:
– wynagrodzenia osobowe bez wynagrodzeń osób wykonujących pracę nakładczą, uczniów, a także osób zatrudnionych za granicą,
– wypłaty z tytułu udziału w zysku do podziału i w nadwyżce bilansowej w spółdzielniach,
– dodatkowe wynagrodzenia roczne dla pracowników jednostek sfery budżetowej,
– honoraria wypłacone niektórym grupom pracowników za prace wynikające z umowy o pracę np. dziennikarzom, realizatorom filmów, programów radiowych i telewizyjnych.”


niedziela, 27 czerwca 2010

Polska bankrutem (szwedzkie doniesienia)

Dług RP szybko rośnie, wydatki budżetowe również ciągle rosną, a rząd nie planuje z tym nic robić. Efekt może być tylko jeden - bankructwo i powtórka kryzysu argentyńskiego. 
W Polsce natomiast serwuje się obywatelom opowieść o zielonej wyspie na mapie Europy. Szwecja( a konkretnie ich gazeta ) spojrzała z na nas krytyczniejszym okiem. Opublikowała listę krajów, którym grozi bankructwo. 
Polska jest na pierwszym miejscu pod kątem przyszłych zobowiązań (bez pokrycia) w stosunku do PKB. Stosunek ten to 1550 %. Czas na pobudkę minął parę lat temu.



sobota, 26 czerwca 2010

Wydatki budżetowe

W komentarzach na wykopie na temat długu Państwa niektórzy argumentują, że mniejszy wzrost długu za rządów PiS oznacza lepsze gospodarowanie i przemawia za oddaniem głosu na przedstawiciela tej partii. Różnica między partiami jest nieznacząca, bo obie zamiast zmniejszać zadłużenie zwiększały je, ale pomijając tę kwestię można teoretycznie uznać, że rzeczywiście pod tym kątem jedna partia wypada lepiej niż inna. Niestety sama wielkość długu (okres największych wzrostów) nie powinna być miernikiem jakości rządzenia, a przynajmniej nie miernikiem jedynym. Trzeba jeszcze uwzględnić wysokość dochodów do budżetu państwa, które są zależne od kondycji przedsiębiorstw (koniunktura na rynkach światowych) i skłonności do płacenia podatków (wielkości szarej strefy). Inny miernik: wysokość wydatków budżetowych, obrazuje natomiast najlepiej rozpasanie rządzących. Aby móc myśleć o obniżaniu długu państwa wzrost wydatków budżetowych nie może być wyższy od wzrostu dochodów. O ile jednak można wybaczyć wzrosty wydatków w tempie wzrostu PKB, o tyle wzrost wydatków ponad tę wielkość nie ma żadnego uzasadnienia. Rządzący jednak musieli znajdować uzasadnienie, wierząc zapewne keynsowskiej teorii o tym, że konsumpcja pobudza gospodarkę. W każdym razie wzrosty wydatków były zawsze zbyt duże, ale największe w czasie gdy rządziło SLD (2002 r.) i PiS (2007 r.). Czy to nie wtedy powstało najwięcej niepotrzebnych instytucji? Raz przyznane fundusze ciężko odebrać. Rozdęte ponad miarę wydatki budżetowe to największa bolączka polskiej gospodarki.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Odbudowa po powodzi nie napędzi gospodarki



Popularny błąd w myśleniu o ekonomii, czyli dlaczego odbudowa domów po powodzi i zakup zniszczonych artykułów gospodarstwa domowego nie przyczyniają się do pobudzenia rynku. 


http://pl.wikipedia.org/wiki/Metafora_zbitej_szyby


"Wyobraźmy sobie, chuligana, który wybija szybę w piekarni i ucieka. Piekarz wychodzi, by oszacować straty. Zbiera się tłumek gapiów. Piekarz na głos martwi się, że nowa szyba kosztować go będzie 300 złotych. Ale ktoś z tłumu zauważa, że w sumie nie stało się tak źle, bo przecież będzie to oznaczało zarobek dla szklarza. Zarobione pieniądze szklarz wyda u kogoś innego, ten u kogoś innego i tak ożywi się lokalna gospodarka. Być może stanie się tak, że tłumek podchwyci myśl i ostatecznie dojdzie do wniosku, że chłopiec nie zrobił nic złego. Bo w gruncie rzeczy, co stałoby się ze szklarzami, gdyby nikt nie wybijał szyb?
Myśląc w ten sposób, nie widzimy drugiej strony medalu. Piekarz przed nieszczęśliwym zdarzeniem miał 300 złotych i szybę. Teraz będzie miał już tylko szybę. Dajmy na to, że nasz piekarz kupi szybę za pieniądze, które chciał przeznaczyć na nową marynarkę u krawca. Widzimy, że w rzeczywistości nie powstało żadne nowe zatrudnienie, bo zysk szklarza jest stratą krawca.
Często możemy zauważyć błąd zbitej szyby w praktyce, twierdzi Hazlitt. Na przykład, gdy słyszymy w wiadomościach, że zniszczenia w trakcie powodzi ożywiły sektor budowlany, co w krótkim czasie przełoży się na wzrost w regionie. Tak naprawdę koniunktura w tej branży będzie oznaczała kryzys w innej."

Komentarz całkowicie zbędny.

niedziela, 6 czerwca 2010

znowu o gospodarce



Kolejna analiza gospodarcza. Analityk WBK pisze co powinniśmy zrobić (w sensie: rządzący). Ja natomiast zakładam, że to się nie uda. Tzw. "poziom zabezpieczenia" nie obniży się, rozmiar instytucji finansowych się nie zmniejszy. Dopiero prawdziwe bankructwo (podobnie jak w latach 80-tych) zmusi rządzących do rewolucji. Wtedy, gdy im samym zacznie być w tym kraju niewygodnie.

"Krzysztof Rybiński:
Kryzys grecki przyspiesza procesy, które i tak by zaszły. Mamy za sobą kryzys finansowy. Przechodzimy właśnie kryzys fiskalny, przed którym przestrzegaliśmy w minionym roku. Przed nami dramatyczne problemy wynikające ze starzenia się społeczeństw. Jeżeli uwzględnimy zobowiązania emerytalne, to średnie zadłużenie państw europejskich wynosi 500 proc., a Grecji pewnie 1000 proc. Kuracja grecka czeka wszystkie kraje. Poziom zabezpieczenia społecznego musi się obniżyć, a to oznacza strajki, presje na rządy, przesilenia polityczne. To będzie codzienność w najbliższej dekadzie. Mimo wszystko Europa jest na dobrej drodze, gdyż problemy greckie przestraszyły inne rządy. Hiszpania, Francja, Portugalia, Niemcy, Wielka Brytania ogłosiły cięcia jednych wydatków i zamrożenie innych.

Kryzys europejski był nakręcany przez rynki finansowe. Niektóre instytucje finansowe są tak wielkie, że mogą kreować wydarzenia finansowe w sposób dla nich wygodny. Grały, a być może ciągle grają na to, by doprowadzić do kryzysu finansowego w Unii Europejskiej. Sprawy zaszły tak daleko, że trzeba postawić im tamę poprzez odpowiednie regulacje. Na przykład -
musimy ograniczyć rozmiar instytucji finansowych, wprowadzić podatek Tobina (czyli drobną opłatę od każdej transakcji finansowej), który utrudni gry spekulacyjne. Dzięki reformom finansów publicznych w ciągu dwóch-trzech lat część europejskich problemów będzie rozwiązana, co uwiarygodni Unię w porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi, gdzie się nic nie dzieje.

Reformy Obamy raczej zwiększą deficyt budżetowy i niepokój rynków finansowych przesunie się za kilka lat w stronę USA. Pojawi się wątpliwość, czy Ameryka spłaci swoje długi w inny sposób niż poprzez osłabienie dolara i zaaplikowanie światu wyższej inflacji. To może doprowadzić do gry dużo groźniejszej niż teraz. Łatwo sobie wyobrazić, jak rynkami potrząśnie obniżka ratingu USA. A przed nami są jeszcze problemy chińskie - narastający bąbel na rynku nieruchomości.
Musimy się liczyć z tym, że kryzysy globalne w rozmaitej postaci będą w najbliższej dekadzie częstym zjawiskiem."

sobota, 5 czerwca 2010

Administracyjny walec




Wywiad z Mirosławem Barszczem - byłym wiceministrem finansów, doradcą podatkowym (najciekawsze fragmenty):

o motywacji urzędników:
"urzędnik nie jest motywowany do tego, aby zmieniać rzeczywistość na lepsze. On dba, aby mieć święty spokój."
Nie ma żadnego systemu, który pozwoliłby ocenić, który z urzędników administracji państwowej robi dobrą robotę, a który nie."

o szybkości podejmowanych decyzji:
"W rankingu Doing Business pod względem czasu potrzebnego na uzyskanie pozwolenia na budowę jesteśmy na 164. miejscu na świecie. Na 183 kraje."

o znajomości biznesu w środowisku urzędników:
"W prywatnej firmie to nie do pomyślenia.
- Ale w administracji nie ma ludzi, którzy mieliby doświadczenie w pracy w firmie prywatnej. Przyjrzyjcie się większości ministrów czy dyrektorów generalnych w ministerstwach, to zobaczycie."

o administracji z czasów Gomułki - niezmienionej do dziś:
"Mówię to, abyśmy zdali sobie sprawę, że od 1989 r. zmienił się w Polsce ustrój, ale nie administracja.
To jest ta sama administracja, która była 20 lat temu, i ta sama, która była 40 lat temu.
Bo nawet jeżeli przychodzą do niej nowi ludzie, to wchodzą w stare, utarte koleiny rodem z lat 50. czy 60. Chodzi o sposób myślenia, funkcjonowania, podejmowania decyzji.
Co z tego, że ktoś zamiast liczydła ma komputer na biurku, skoro jego sposób pracy, sposób myślenia o zadaniach jest ciągle ten sam.
Administracja to walec drogowy. Organizacja obdarzona wielką siłą, ale i bezwładnością. Urzędujących ministrów traktuje jak wojsko okupacyjne. Na zasadzie - dzisiaj jest, a jutro może go nie być. A my zawsze będziemy. Byliśmy za Gomułki, będziemy i teraz."

i coś o aktywności izb skarbowych w czasach kryzysu:
"Wystarczy popatrzeć, jak wygląda historia polskiego deficytu budżetowego, i porównać to z wysokością nałożonych kar przez organy podatkowe. W 2009 r., gdy zaczęto mówić o wielkiej dziurze w budżecie, wysokość naliczonych kwot pokontrolnych w porównaniu z 2008 r. wzrosła o 50 proc.
Ta prawidłowość występuje od dawna. Gdy w 1998 r. zaczynał się kryzys, w ciągu kilku lat kwoty naliczonego podatku i kar - tylko z tytułu niezapłaconego VAT - wzrosły dziesięciokrotnie."

czwartek, 3 czerwca 2010

Do czego zmierzamy?

W związku z tym, że zadłużenie kraju dramatycznie rośnie przewiduję pewne zmiany w życiu Polaków. Prognozy te są ogólne – nie konkretne, a termin 5 lat jest umowny. O ile stosunkowo łatwo przewidzieć kierunek zmian, o tyle już z obliczeniem tempa zmian jest trudniej.

W związku z tym podarowałam sobie szacunki odnośnie tempa przyjmując że do zajścia przewidywanych wydarzeń powinno dojść nie później niż w ciągu najbliższych 5 lat.

Kierunek zmian zależy oczywiście w największym stopniu od decyzji politycznych. Te – przynajmniej teoretycznie – mogą być bardzo różne, w praktyce jednak możliwości rządzących są ograniczone ich własnymi motywacjami (leżącymi jak kłoda na drodze rozwoju gospodarczego). Nawet jednak przy założeniu motywacji służących gospodarce (choć to nierozsądne założenie ;-)) pojawiłyby się przyczyny systemowe (np w postaci weta prezydenta Jarosława Kaczyńskiego, który jak przewiduję wygra najbliższe wybory)

Co więc się takiego w ciągu najbliższych lat stanie?

Przede wszystkim i na początku wzrosną podatki –największe dochody do budżetu są z VATu, więc prawdopodobnie to VAT zostanie podniesiony (zapewne do 25 %).

Wielkość zatrudnienia w sektorze prywatnym spadnie. Część polskich firm swoją działalność wyprowadzi do krajów z mniejszymi regulacjami. Spadną inwestycje firm zagranicznych. Zwiększy się zatrudnienie w szarej strefie.

Bezrobocie wzrośnie, ale niekoniecznie to oficjalne – leżąca na łopatkach służba zdrowia zlikwiduje najważniejszą motywację do rejestrowania się w urzędach pracy (czyli w celu posiadania ubezpieczenia zdrowotnego).

Wzrośnie wielkość emigracji do innych krajów osób w wieku produkcyjnym. Zmniejszy się napływ obcokrajowców do Polski.

Wzrośnie inflacja – nie mniej niż 20% przez 5 lat. Prawdopodobnie jednak ceny wzrosną bardziej. Skąd ta inflacja? Inflacja jest ciekawym narzędziem do łatania dziury budżetowej. Zależy więc na niej rządzącym. Poza tym spadnie wartość złotówki, więc automatycznie wzrośnie cena produktów importowanych – czyli większości produktów.

Spadną dramatycznie możliwości nabywcze ludności (waloryzacje w sektorze budżetowym pojawiają się zawsze z opóźnieniem, .mogą być też zamrożone, wzrost płac w sektorze prywatnym będzie jeszcze wolniejszy).

Zwiększający się koszt obsługi zadłużenia popchnie polityków do szybkiej sprzedaży spółek z udziałem skarbu państwa. Będą to wyprzedaże szybkie i tanie (trudno uzyskać dobrą cenę w czasie kryzysu). Część podmiotów nie znajdzie nabywców. Coraz niższe dochody budżetowe (i coraz większe wydatki) zmuszą rządzących do cięć – najprawdopodobniej w pierwszej kolejności polegnie dotowany przemysł (kopalnie i huty). Strajki będą na porządku dziennym.

W kolejnych latach zwiększać się będzie liczba przestępstw na tle rabunkowym. Spadnie więc bezpieczeństwo.

Poziom życia zbliży się do poziomu życia u naszych sąsiadów – Ukrainy (w terminie raczej 10 – 15 letnim), chyba że wcześniej wybuchnie wojna – domowa lub międzynarodowa.